Pudełeczko było małe, idealnie kwadratowe, owinięte w czerwony, szeleszczący papier ze złotą wstążką. Marek wręczył mi je przy kolacji, którą sam przygotował. Świece płonęły na stole, w kieliszkach perliło się prosecco, a on patrzył na mnie tym swoim wzrokiem, od którego wciąż miękną mi kolana, nawet po pięciu latach małżeństwa. Czułam się jak w bajce.
– Wszystkiego najlepszego, kochanie – szepnął, całując mnie w czoło.
Rozerwałam papier z ekscytacją dziecka. W środku, na atłasowej wyściółce, spoczywał elegancki, minimalistyczny flakon perfum. Znana marka, luksus. Uśmiechnęłam się szeroko, wdzięczna za ten gest. A potem przeczytałam nazwę na buteleczce. I mój świat na chwilę się zatrzymał. Krew odpłynęła mi z twarzy, a uśmiech zamarł na ustach. Znałam ten zapach. O, tak. Znałam go aż za dobrze.
Gdy poznałam Marka, był świeżo po rozwodzie. Jego była żona, Ewa, była w naszym życiu jak duch – niewidzialna, ale wciąż obecna. W starych zdjęciach, które gdzieś tam jeszcze leżały na dnie szuflady, w opowieściach jego matki, w psie, którego razem kupili. I w zapachu. Kiedyś, na samym początku naszej znajomości, pożyczył mi swój wełniany szal. Pachniał nim i czymś jeszcze. Kobiecymi perfumami. Słodkimi, ale z jakąś ostrą, pieprzną nutą. Jaśmin, wanilia i coś, co drapało w gardle. Zapytałam go wtedy, co to za zapach. Wzruszył ramionami. „Pewnie Ewy, musiała się nim psikać, zanim go ostatnio włożyłem” – mruknął, wyraźnie zakłopotany. Wyprałam ten szal trzy razy, żeby pozbyć się tego zapachu. Zapachu kobiety, której miejsca nie chciałam zajmować, a na której gruzach budowałam swoje szczęście.

A teraz ten sam zapach stał na naszym stole, podany jako dowód miłości w Walentynki.
Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. Marek, nieświadomy niczego, uśmiechał się wyczekująco.
– I co? Podoba ci się? Pani w perfumerii powiedziała, że to klasyk. Elegancki, zmysłowy… Taki jak ty.
Przełknęłam gulę w gardle. Mój głos był ledwo słyszalny, drżał jak liść na wietrze.
– Marek… Skąd wziąłeś ten pomysł?
– Jak to skąd? Chciałem ci kupić coś wyjątkowego. Nie używasz perfum, pomyślałem, że to będzie miła odmiana.
– Ale dlaczego akurat te? – naciskałam, czując, jak w środku wszystko mi się skręca z bólu i podejrzeń.
Spojrzał na mnie, a jego uśmiech powoli gasł. Zmarszczył brwi, widząc moją minę.
– Aniu, co się stało? Nie podobają ci się? Możemy je wymienić, to nie problem.
– To są jej perfumy – wyrzuciłam z siebie. Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie i oskarżycielskie. – Tych perfum używała Ewa.
Marek zamrugał, kompletnie zbity z tropu. Wyglądał, jakby dostał w twarz.
– Co? Jakich perfum? Skąd ty to możesz wiedzieć?
– Pamiętasz ten szal, który mi kiedyś pożyczyłeś? Na samym początku? Pachniał właśnie tak. Powiedziałeś, że to jej zapach.
Zapadła cisza. Słyszałam tylko tykanie zegara i dudnienie własnego serca. Marek patrzył na flakonik, potem na mnie, i widziałam, jak w jego głowie wszystkie trybiki przeskakują. Po chwili potarł twarz dłońmi, z jękiem bezsilności.
– Jezu, Ania… Ja nie pamiętam. Przysięgam, że nie miałem pojęcia. Poszedłem do sklepu, opisałem cię ekspedientce… Powiedziałem, że jesteś silna, ale masz w sobie dużo ciepła, że jesteś elegancka… Ona poleciła mi kilka, a ten wydał mi się najładniejszy. Naprawdę.
Patrzyłam w jego oczy, szukając kłamstwa, jakiegokolwiek śladu, że to nie jest pomyłka, a jakaś podświadoma tęsknota. Ale widziałam tylko szczery żal i zakłopotanie. Wierzyłam mu. A jednocześnie coś we mnie pękło. To nie jego wina, wiem. To tylko niefortunny zbieg okoliczności. Ale ten flakonik stał się symbolem. Symbolem tego, że duch jego byłej żony wciąż gdzieś tu krąży. Że nawet w tak intymnym geście, jak wybór zapachu dla mnie, podświadomie odtworzył coś, co należało do niej.
Kolacja wystygła. Nie tknęliśmy jej. Marek próbował mnie przepraszać, przytulać, ale ja czułam się, jakbym była ze szkła. Każdy jego dotyk sprawiał, że bałam się, że rozpadnę się na milion kawałków. Schował te nieszczęsne perfumy do szafki, ale ja i tak wiem, że tam są. Stoją w ciemności i pachną wspomnieniem kobiety, która była tu przede mną.
Nie wiem, co mam z tym zrobić. Jak zapomnieć? Jak przestać czuć się jak ta druga, jak zamiennik? Kocham go nad życie, ale ten incydent zostawił we mnie głęboką rysę. A Wy, drogie Panie, co byście zrobiły na moim miejscu?
