Jaka jest różnica między zwykłą wymianą zdań, a kłótnią?

Dyskusja a kłótnia, kłótnia a awantura – czyli jak się dogadać nim skoczymy sobie do gardeł

Kłótnie były i będą. Życie bez sporów, w idyllicznym świecie jest po prostu niemożliwe – chociażby dlatego, że nie ma dwóch takich samych istot na ziemi. A tam, gdzie są różnice, tam jest chęć udowodnienia swojej racji i przekonania kogoś do tego, że to ona jest najwłaściwsza. A tam, gdzie jest próba wpłynięcia na czyjeś poglądy – tam jest kłótnia.

Tym bardziej nie wierzę małżeństwom, które utrzymują, że nigdy się nie kłócą. Małżeństwo, jako ucementowany sakramentem bądź tylko dokumentem związek dwójki ludzi przeciwnej płci, to idealne środowisko dla sporów. Nie dość, że między samymi płciami panują dosyć solidne różnice, które mogą powodować zgrzyty, to w dodatku każda ze stron ewentualnego konfliktu jest samodzielnie myślącym bytem, posiadającym często owszem, podobne, ale nie identyczne cechy charakteru i poglądy. Na całe szczęście jednak, kłótnia nie musi przerodzić się w awanturę i tworzenie ran, na długo pozostających w danej osobie.

Gdzie tkwi problem?

Chyba najbardziej problematyczną rzeczą w całej tej sprawie, jest dobranie odpowiedniej formy rozmowy w celu wyjaśnienia konfliktu. Człowiek jest z natury istotą, która zawsze chce mieć rację i za wszelką cenę będzie tej racji bronić – co samo w sobie nie jest grzechem : to naturalne. Kłopoty pojawiają się, gdy na drodze temu komuś stanie osoba, mająca inne zdanie na dany temat, posiadająca dokładnie tę sam wrodzony obraz siebie jako jedynej osoby na świecie, posiadającej rację. To prowadzi do eskalacji problemu, bo w pewnym momencie, gdy rozmowa nabiera tępa, dochodzi do zamiany racjonalnych argumentów na argumenty siły i uczuć. I dopiero to możemy nazwać kłótnią – nacechowaną emocjonalnie agresywną wymianę zdań, w której każda ze stron dąży do obalenia tezy drugiej za pomocą chwytów poniżej pasa, nie zaś racjonalnej argumentacji.


PRZECZYTAJ PORADNIK -> Czy wiesz jak rozmawiać z partnerem? 


Wszystko pięknie – ale co z tym zrobić?

Zasadniczo, mając tę wiedzę, drogie Panie, jesteście w stanie sprowadzić dyskusję na dobre tory. Na to, by siebie wzajemnie nie oskarżać, a oskarżać problem, który powstał w wyniku czyichś nieprzemyślanych działań. W przypadku zaś różnicy poglądowej – doprowadzić do tego, by każde szanowało rację drugiego, przy jednoczesnym braku przymusu wzięcia jednej bądź drugiej strony. Ale o tym kiedy indziej.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.